Krolowa i Faworytka - Kiera Cass

Przeczytałam to cudo, bo ta seria wciągnęła mnie w bagno, którym jest. Niestety cały czas naiwnie sądzę, że lektura dostarczy mi rozrywki i będzie to swego rodzaju guilty pleasure - poczucie winy owszem jest, ale przyjemności nie ma za grosz. Po przeczytaniu tego dzieła wiem już na pewno, że autorka nie jest normalna. I nie chodzi tu nawet o to, że seria jest przemegasłodka i cukierkowa. Chodzi mi o to, że dziewczynki, które ją czytają, tworzą sobie nierealny obraz chłopców. Autorka bowiem uważa, że chłopcy co rusz mają łzy szczęścia w oczach, nie mogą żyć bez swojej ukochanej (wiadomo, że siedemnastoletni chłopak zakochuje się raz i już na zawsze), a co więcej ci chłopcy rozmawiają między sobą tylko o swoich wybrankach serca. Tak, na pewno. Chłopcy nie mają innych tematów i uwielbiają się licytować, którego z nich ukochana jest lepsza i który bardziej jest szczęśliwy. Pani Cass jest dorosłą kobietą, ale najwyraźniej tylko fizycznie. Kompletnie nie potrafi zbudować postaci i jej psychiki. Nie potrafi też pisać ani opisywać, choć usilnie ktoś jej wmawia, że jest inaczej. Niestety sięgnę po piąty tom, żeby dowiedzieć się, jak to się wszystko wreszcie skończy. Pewnie również wtedy będę przeklinać autorkę i pluć sobie w brodę, że z własnej woli czytam takie idiotyzmy.